• Czy używamy 10% swojego mózgu?

    problemy z koncentracją
    Czy używamy 10% swojego mózgu? 5.00/5 (100.00%) 1 vote

    Postaramy się dziś wyrazić opinię na temat tego czy faktycznie używamy 100% czy może tylko 10% naszego mózgu?

    Teoria o 10% mózgu

    Kiedyś wręcz mistyczna, mówiła o tym, że człowiek używa bardzo małej części mózgu i co by było, gdyby mógł używać powiedzmy 20 czy 30% swoich możliwości intelektualnych.

    Niestety w ostatnich czasach teoria jest bardzo „gnębiona” i coraz to nowsi naukowcy, starają się ją obalić. Najlepszym dowodem przeciw teorii, wydaje się chyba zapis aktywności mózgu, badany za pomocą elektroencefalografu. Badanie to pokazuje, że wszystkie części naszego mózgu pracują i są aktywne nawet podczas snu. Czy faktycznie to potwierdza, że wykorzystujemy potencjał 100% naszych możliwości intelektualnych? Absolutnie się z tym nie zgodzę.

    Porównajmy to do samochodu, czy to że dany samochód ma 240 km/h na liczniku, oznacza że zawsze nim tyle jedziemy? No ale przecież pracują wszystkie podzespoły silnika…

    100% Twojego organizmu?

    Ale to maszyna, więc jej się nie da porównać. No to weźmy Twoje ciało. Czy to, że dziś podnosisz powiedzmy 50 kilogramów obciążenia na ławce, oznacza że wykorzystujesz 100% możliwości swojego organizmu? Czy dzięki treningowi i motywacji, nie możesz osiągnąć 60, 70 czy 150 kilogramów? Mało tego, często już dzięki odpowiedniej rozgrzewce i technice, jesteś w stanie podnieść więcej, przebiec więcej, wytrzymać dłużej.

    To, że każda partia mózgu pracuje i wykazuje aktywność, nie oznacza że to jest 100% możliwości mózgu.

    Nikt nie przedstawiał tego w sposób następujący: 10% z całego mózgu pracuje, a reszta jest nieaktywna (to byłoby bez sensu), dlatego nie ufaj w 100% badaniom, naukowcom i sceptykom, bo dzięki temu sam siebie ograniczasz.

    Czyż nie istnieją ludzie, którzy:

    • potrafią zapamiętywać OGROMNE ciągi liczb?
    • potrafią w pamięci rozwiązywać trudne zadania matematyczne?
    • potrafią czytać z prędkością 1 strony a4 na kilka sekund?

    Ale to pewnie geniusze itd… Mówiąc w ten sposób, ograniczasz się na własne życzenie. A może oni, dzięki ćwiczeniom, odpowiedniej praktyce, a nawet dicie i nawykom, osiągnęli takie właśnie wyniki i rozwinęli swój mózg?

    Dlatego weź się do pracy, działaj, ćwicz i pracuj nad sobą niekonwencjonalnymi metodami, bo tylko takie pozwalają Ci osiągnąć coś więcej. Wszystkie inne to tylko „metody” jakie stosują wszyscy, zatem ich skuteczność jest jaka jest.

    Powodzenia!

  • Rower, bieganie czy siłownia? Co jest najlepsze na odchudzanie?

    nauka na pamięć
    Rower, bieganie czy siłownia? Co jest najlepsze na odchudzanie? 5.00/5 (100.00%) 1 vote

    Nie ma najlepszej metody odchudzania i na tym można by skończyć ten wpis, ale opowiem Ci dokładnie dlaczego mam takie zdanie.

    Największy błąd odchudzania

    Jest to stawianie na „złoty środek”, na przykład na jakaś pigułkę, albo jakieś dziwne urządzenie. Tymczasem nie ma najlepszego sposobu odchudzania, zaś kluczem jest dywersyfikowanie, czyli „rozkładanie sił” na różne rzeczy. Każda z technik ma swoje plusy i minusy, ale połączenie ich, daje wspaniały efekt.

    Rower – nie obciąża stawów, można jeździć z przyjaciółmi, można w trakcie rozmawiać, słuchać audiobooków, można zwiedzać ciekawe terany. Minusem zaś jest to, ze trzeba taki rower kupić, więc na początek jest to wydatek około 1500 zł za markowy, najtańszy rower.

    Bieganie – przy dużej wadze warto zacząć od energicznych spacerów, marszo-biegów i biegania po tzw. miękkim podłożu, gdyż bieganie może obciążać stawy. Koszt to kwestia dobrych butów, podstawowego ubrania (do 500 zł z pewnością wystarczy). Największym plusem jest to, że możemy utrzymywać stałe tempo biegu i stałe tętno, co jest dobre do odchudzania.

    Siłownia – aby skutecznie zrzucać wagę, trzeba pamiętać o ćwiczeniach siłowych, przynajmniej 2 razy w tygodniu, ponieważ wtedy utrzymamy tkankę mięśniową (a to ważne nawet dla kobiet). W innym wypadku, mięśnie będą redukowały swoją masę, co utrudni zrzucanie tkanki tłuszczowej a w przyszłości spotkamy się z efektem jojo. Siłownię można zastąpić ćwiczeniami domowymi (pompki, przysiady, brzuszki, drążek). Minusem siłowni jest jej koszt (w zależności od klasy siłowni i miasta od 60 – 200 zł miesięcznie), jednak często po zapisaniu się na siłownię, występuje pożądany „efekt socjalizowania się”. Poznajesz nowych ludzi, którzy z tobą ćwiczą, porównujecie efekty, wymieniacie się doświadczeniem i to jest bardzo dobre.

    Wspomaganie odchudzania

    Wszelkie prochy redukujące tłuszcz… jest to zbędna sprawa i powie ci to każdy dietetyk czy trener. Warto zadbać o bilans kaloryczny i to z pewnością załatwi sprawę. Ewentualnie jakieś witaminy i minerały, to nie zaszkodzi. Zaś wszystkie fat burnery, nowe formuły redukcji tkanki tłuszczowej, raczej do kosza.

    Dużo psychologii i nastawienia.

    Powodzenia.

  • Sesja tabletki – czy warto brać przed egzaminem?

    poprawa pamięci
    Sesja tabletki – czy warto brać przed egzaminem? 4.00/5 (80.00%) 3 votes

    Chyba każdy student kojarzy tabletki Sesja, które obiecują niesamowite wyniki w nauce, a także większą poznawalność egzaminów. Postaram się co nie co przyjrzeć opiniom na temat tabletek Sesja, a także zobaczymy co ona ma takiego w składzie, czego nie mają żadne inne produkty.

    UWAGA: Wpis ma charakter informacyjny, nie ma za zadanie ani promować produktu ani pokazywać go w złym świetle, a informacje na podstawie których został stworzony materiał, są ogólnodostępne. Końcowa opinia o tabletkach Sesja jest opinią prywatną.

    Skład tabletek Sesja

    No to sprawdźmy, co takiego magicznego ma owa pigułka wiedzy.

    Celuloza, wyciąg z liści mate, kofeina, wyciąg z korzenia żeń-szenia, wyciąg z liści brahmi, sole magnezowe kwasów tłuszczowych, dwutlenek krzemu.

    Celuloza – jest to substancja wypełniająca, która jest w ogromnej liczbie suplementów diety czy jak to niektóre firmy nazywają „wyrobów medycznych”. Człowiek nie trawi celulozy, a zatem producenci dodają ją tylko po to, aby produktu wydawało się więcej. Zamiast małych ziarenek piasku, mamy wielką pigułę 🙂

    Wyciąg z liści mate – jedna z substancji aktywnych. Yerba mate słynie ze swoich właściwości do pobudzenia, zawiera kofeinę, ale też dużo substancji korzystnych dla organizmu, między innymi antyoksydanty. Jeśli chcesz poczytać więcej o yerba mate, to warto zacząć choćby od Wikipedii. Można ją także kupić w każdym sklepie herbacianym, a koszt jest porównywalny do cen „lepszej jakości” herbaty. Jedna tabletka zawiera 25 mg tej substancji.

    Kofeina – tego składnika chyba prezentować nie trzeba. Podnosi ciśnienie, wydolność, pobudza itd. Na różnych działa różnie, mnie osobiście pobudza, ale na krótki czas (do godziny). W tabletce Sesja mamy 30 mg kofeiny. Moim zdaniem trochę za mało, bo filiżanka kawy ma około 60 mg.

    Wyciąg z korzenia żeń-szenia i wyciąg z liści brahmi – są to rośliny które słyną ze swoich dobrych właściwości. Nie chce mi się opisywać każdej z kolei, ale pokrótce: żeń szeń pobudza, uspokaja, przeciwdziała zmęczeniu (taki trochę złoty środek „na wszystko”). Podobno zawiera ponad 200 różnych mikroelementów i witamin. Brahmi znów cenione jest ze względu na właściwości wspomagające procesy pamięciowe.

    Sole magnezowe kwasów tłuszczowych – substancja glazurująca (obojętne dla człowieka),

    Dwutlenek krzemu – substancja przeciwzbrylająca (także obojętne dla organizmu).

    Podsumowanie składu tabletki Sesja

    W pewnym sensie skład wydaje się „interesujący”. Mamy coś na zmęczenie, coś na pobudzenie i na pamięć. Czy to faktycznie działa i współpracuje ze sobą? Sprawdźmy dalej. Dobrą wiadomości dla mnie jest to, że produkty są ogólnodostępne i mogę tego typu mieszankę przygotować sam. Pytanie, czy chciałoby mi się gotować 3 lub 4 napary / herbatki / nalewki, żeby się lepiej uczyć… 🙂

    Opinie o tabletkach Sesja

    I tu się zaczyna. Liczyłem na to, że znajdzie się jakaś przewaga za lub przeciw, ale z opiniami w internecie to po prostu niemożliwe. Nie ma takiego produktu, który byłby albo dobry albo zły w 100%, dlatego też opinie o tabletkach Sesja są zróżnicowane.

    Są rozbieżności, bo jedni piszą że tabletka Sesja zaczyna działać dobiero po 2 tygodniach jak się organizm jakby „nasączy” (nie wiem jak to ładnie nazwać), zaś inni twierdzą, że po 2 tygodniach juz nie ma tego efektu wow. To jeśli chodzi o okres czasu działania. Z kawą miałem tak, że przez pierwsze miesiące czy lata jej picia, był wyraźny efekt doładowania mocy. Teraz gdy piję ją codziennie, ten efekt jest słabszy, bo organizm się przyzwyczaił.

    Co do samego działania i mocy działania, także bywa różnie. Jedni chwalą sobie charakterystyczny „kop do nauki”, inni opisują, że byli zbyt pobudzeni i nie mogli się skoncentrować (i znów – wszystkim nie dogodzisz).

    W temacie Kafeterii dużo pań pisało, że nie miały znacznego efektu (zobacz dyskusję), na innych forach zdarzają się wręcz niesamowite historie jakoby ktoś nauczył się (teraz parafrazuję i przytaczam przykład) książki medycznej w dwa tygodnie, czyli coś co powinno robić wrażenie.

    (Prawie) Moja opinia

    Była też jedna ciekawa wypowiedź jednego z internautów, którą mniej więcej po swojemu przedstawię. Otóż istnieje obawa, że jeśli sięgnę po jakiś lek czy suplement diety wspomagający naukę, to w pewnym sensie stracę wiarę w siebie, bo a miesiąc czy za rok, okaże się, że nie mogę się już normalnie uczyć bez pigułki. Niezależnie od tego czy organizm się przyzwyczai do danych substancji czy będzie to tylko taka nasza głupia psychologia, ale coś w tym jest.

    Ludzie w naszych czasach chcą mieć na wszystko pigułkę i tabletkę. Ja zadaję sobie pytanie, czy nie warto wypracować w sobie TAKIE mechanizmy psychologiczne, które pozwolą nam się uczyć szybciej, lepiej, skuteczniej? Jest przecież masa technik i sposobów nauki, może warto je uwzględnić.

    Niezależnie od tego jaką decyzję podejmiesz i czy wybierzesz sesję czy też nie, życzę zdania egzaminu i samych dobrych ocen!

  • Calominal opinie

    Concept image of a woman on a diet, eating a measuring tape, isolated on white
    Calominal opinie 5.00/5 (100.00%) 2 votes

    Concept image of a woman on a diet, eating a measuring tape, isolated on white

    Skąd na naszym blogu opinie na temat produktu wspomagającego odchudzanie – Calominal? Choć nie jest to do końca produkt ściśle związany z naszą tematyką, to jednak skupia się w dużej mierze na psychologii, bo jak wiadomo na odchudzanie w ogromnej mierze ma wpływ psychologia.

    Zanim przejdziemy do kwestii technicznych na temat Calominal… Technicznych to dziwnie brzmi, ale chodzi o te wszystkie składy, opinie, badania, to warto zadać sobie ważne pytanie.

    Czy Calominal wystarczy do odchudzania?

    Czy jeśli decyduję się na Calominal czy na jakąś tam tabletkę, to czy to już wystarczy w odchudzaniu? Zapewne producent będzie nas zapewniał, że tak. Na materiałach reklamowych zobaczymy osoby przed i po z czego te po, mniej lub bardziej odchudzone (a niektóre nawet fajnie wyrzeźbione).

    Nie kwestionując „jakiegoś tam wpływu” produktu Calominal na przemianę materii i przyswajanie tłuszczów, trzeba to podkreślić, że z jednym produktem po prostu nie da się schudnąć. W skutecznym odchudzaniu najważniejsze są 3 rzeczy – dieta, aktywność fizyczna i nastawienie. To ostatnie świetnie pasuje do charakteru naszego bloga, bo często wspominamy o kwestiach psychologicznych.

    Myślisz sobie – nie chudnę, bo taką mam genetykę, złą przemianę materii itd., więc tabletka Calominal czy jakaś inna, powinna załatwić sprawę. Niezupełnie.

    Czy ograniczenie tłuszczu pomaga schudnąć?

    Weźmy teorię, która mówi że Calominal ogranicza wchłanianie tłuszczów. Twój organizm przyzwyczajony jest do otrzymywania jakiejś dawki różnych substancji (makro i mikro elementów), aby mógł normalnie funkcjonować. Jeśli nagle dostarczysz mu mniej tłuszczów czy węglowodanów, to organizm „zauważy” te zmiany. Wiesz jaka jest pierwsza reakcja organizmu na niedobory? Spowalnia przemiana materii. Nie wierzysz? Zapytaj pierwszego lepszego trenera czy sportowca.

    Jeśli jesz mniej, stosujesz głodówki, czegoś nie przyjmujesz (tłuszczu czy węglowodanów), po kilku dniach względnego chudnięcia, nagle zaczyna się coś dziwnego…

    Skutki szybkich zmian w diecie

    Senność, brak motywacji do czegokolwiek a w skrajnych przypadkach osłabienia i omdlenia. Choć teraz to bagatelizujesz i myślisz sobie „wszystko, byle by schudnąć”, to po takich ekscesach, odechce Ci się odchudzania (a wiem doskonale po sobie…). Gdy schudłem szybko, głównie przez drastyczną dietę, to mój organizm nastawił się na trym „przetrwania”, to tak jak telefon ze słabą baterią, który wycisza dzwonki, odłącza internet, przyciemnia ekran, tak Twój organizm ograniczy się do podstawowych funkcji życiowych, ale ucierpi na tym samopoczucie.

    Twoje ciało domaga się tego, co dostawało codziennie. To tak jak dziecko, które dzień w dzień gra w gry komputerowe, a Ty nagle zniszczysz mu komputer czy konsolę. Nie będzie zadowolone i nie pójdzie bawić się na podwórku, prawdopodobnie dostanie szału i ostatecznie nie będzie to dobre dla jego zdrowia (głównie psychicznego).

    Jeśli zmiany, to na poważnie

    Teraz całkiem serio już bez porównań. Szybkie i drastyczne zmiany, ucięcia kalorii (typu 1000 kcal dziennie), drastyczne odrzucanie produktów i rodzajów jedzenia, nie zawsze jest dobre. Dlatego proponuję Ci podejść do tematu profesjonalnie – albo wszystko, albo nic. Jeśli będziesz sobie tak podchodzić, to dziś dietka z gazetki, jutro jakieś pigułeczki, pojutrze jakieś kiepskie urządzenie na spalanie brzucha i tak kilo w tył, dwa do przodu – nic z tego nie będzie.

    1. Dieta od dietetyka i to sprawdzonego. Polecam ludzi, którzy chodzą na siłownię. Mogą taką dietę stworzyć DLA CIEBIE i tylko pod Ciebie za kilkadziesiąt złotych. Dietetycy – tacy typowi, często mają jedynie wiedzę książkową, dlatego polecam tych praktyków, a nie tych co siedzą w biurach i piszą diety.
    2. Aktywność fizyczna. Nie wiem na co Cię stać pod względem możliwości czasowych, sprzętowych, wydolnościowych itd. Jeśli zaczynasz, rób spacery, lekkie biegi, podskoki, pompki, drążki i co tam możesz. Jeśli siłownia, to upewnij się, że ktoś Cię odpowiednio poinstruuje. Nie bądź Januszem siłowni. Lepiej wydać kilkaset złotych na trenera i nauczyć się techniki, niż chodzić 5 lat bez efektów.
    3. Suplementacja nie jest zła, ale to DODATEK. Tak samo tyczy się to kreatyny, jak i wszystkich wspomagaczy spalania tłuszczu. Jeśli to będzie Calominal, to pamiętaj że nie może być on dla Ciebie podstawą. Jeśli ktoś kiedyś spalił brzuch pigułkami, to dawać go tutaj – gwarantuję, że takiej osoby nie ma.
    4. Motywacja. I to jest najważniejsze. Pamiętaj, aby każdy trening był bardziej jakimś wyzwaniem. Jeśli jednego dnia przejdziesz kilometr, to następnego dnia spróbuj zrobić to szybciej, a za kilka dni przejdź już 1500 metrów, za kilka tygodni z obciążeniem itd. To samo z bieganiem. Musisz sprawiać by Twój organizm cały czas miał jakieś wyzwania, wtedy będzie się korzystnie dla Ciebie rozwijać. Tłuszcz nie pali się w miesiąc. Zbieramy go latami, a chcemy spalić w kilka tygodni a nawet dni?!

    Opinia o Calominal

    Teraz przejdźmy do samego produktu. Postaram się co nie co wyszukać o Calominalu, zobaczymy jaki ma skład i co ludzie o nim sądzą na w miarę sprawdzonych portalach. Na początku podkreślam, że nie zależy mi na tym żeby produkt był jakoś zareklamowany ani też aby został zlinczowany. Obiecuję być obiektywnym i wyłonić największe plusy i minusy.

    Skład Calominalu

    Co my tutaj takiego mamy, co tak wspaniale działa. Kilka źródeł podaje taką mieszankę:

    Celuloza – służy w wielu lekach i wyrobach medycznych jako wypełniacz. Nasz organizm w żaden sposób tego nie wchłania ani nawet nie trawi, to po prostu przez nas „przelatuje”

    Chitoza – nie udało mi się znaleźć nic na temat substancji o nazwie chitoza. Może chodzi o chitozan, który jest opisany tutaj. Jeśli tak, to jest to substancja przeciwzakrzepowa. W przypadku tłuszczu, ma działać w taki sposób, że wiąże ze sobą cząsteczki tłuszczu i te rzekomo nie są przyswajane przez organizm. Substancja ta występuje także w krewetkach, małżach i homarach.

    Sole magnezowe kwasów tłuszczowych – ktoś by mógł pomyśleć, że to jakaś substancja aktywna, coś tam mówią o kwasach tłuszczowych… nie, to po prostu substancja przeciw zbrylająca, zobacz tutaj. Substancja nieszkodliwa.

    Poliwinylopirolidon – stabilizator. Uwaga, tutaj piszą, że może mieć skutki uboczne.

    Dwutlenek krzemu – nieszkodliwa substancja przeciw zbrylająca.

    Ja nie jestem ani chemikiem, ani biologiem, ale na moje oko, wynika z tego że substancją aktywną Calominalu jest Chitoza / Chitozan / Chitosan o której nie udało mi się zbyt wiele znaleźć. Skład Calominalu nie podaje też ilości w/w substancji.

    Opinie o Calominal, znalezione w internecie

    Najpierw miałem przytaczać cytaty o Calominalu, ale okazało się że są one tak skrajne w dwie strony i ciężko jest ustalić, które są pisane serio, które pod względem emocji, a które są zabiegiem marketingowym. Dlatego postanowiłem wspomnieć o największych plusach i minusach wspominanych w komentarzach.

    Negatywne opinie o Calominalu

    Jeśli ktoś narzekał na skutki uboczne, to były to często zaparcia i bóle głowy. Czy to bezpośredni skutek zażywania tego wyrobu medycznego? Ciężko stwierdzić, bo nie udało się znaleźć żadnych badań w tej kwestii. No i standardowo z negatywnych komentarzy, pojawiały się te mówiące o braku skuteczności produktu. Po kilku tygodniach stosowania, pewna grupa ludzi nie zauważyła efektów.

    Pozytywne opinie o Calominalu

    Pojawiały się też pozytywne komentarze, mówiące o tym że produkt zadziałał i pomógł schudnąć. Teraz tylko kwestia weryfikacji tego które komentarze były wiarygodne a które nie. Jeśli brać pod uwagę te, które mówią o zrzuceniu 20 – 30 kilogramów w ciągu paru miesięcy, to ja osobiście nie jestem do końca przekonany.

    Podsumowując

    Nie udało mi się znaleźć badań ani wiarygodnych testów produktu czy substancji zawartych w składzie Calominalu, dlatego ja osobiście jeśli miałbym zastosować Calominal, to tylko jako dodatek do diety i treningu. To jest moje zdanie i moja opinia. A Wy macie jakieś? Zapraszam do komentarzy.

  • Skuteczna metoda nauki słówek z języka obcego

    afirmacje językowe
    Skuteczna metoda nauki słówek z języka obcego 4.50/5 (90.00%) 4 votes

    Słówka to podstawa każdego języka obcego. Możesz umieć wszystkie zasady gramatyczne, lecz bez słówek się nie dogadasz, zaś w drugą stronę to jak najbardziej będziesz w stanie jakoś przekazać informację.

    Jak zatem uczyć się słówek skutecznie?

    Skuteczna metoda nauki słówek – system

    Żeby uczyć się skutecznie, musisz mieć system, tylko to zagwarantuje Ci sukces w nauce. Opowiem Ci o moim systemie, dzięki któremu uczę się naprawdę dużej ilości słówek miesięcznie. Dziennie to zaledwie 1 – 5 słówek, powiedzmy średnio 3 słówka, co miesięcznie daje jakieś 90 nowych słówek. Oczywiście skuteczność zapamiętywania odgrywa tu ważną rolę. Dzięki technice, którą stosuję, trwale pamiętam nawet 90% z nauczonych się słówek. Staram się to regularnie monitorować, stąd wiem jak ta metoda jest skuteczna.

    A zatem przejdźmy do rzeczy.

    Pozyskiwanie nowych słówek

    Obecnie jestem na etapie angielskiego w którym rozumiem więcej niż 90% tekstu czytanego, około 80% tekstu słuchanego, zaś bez większych problemów, mniej lub bardziej poprawnie przekażę każdą informację. Jednak nie zawsze tak było. Moje początki to była umiejętność rozpoznawania podstawowych słówek i zwrotów. Jak wtedy wyglądała nauka słówek?

    1. Brało się tekst, piosenkę czy filmik na YT i należało wypisywać te słówka, które pojawiały się najczęściej. Polecam zapisywanie słówek, zwrotów i wyrażeń. Gdy mamy np. wyrażenie „such a great idea„, zamiast wypisywać słowo po słowie, przetłumaczmy całość, np. jako „co za wspaniały pomysł”. Takie schematyczne uczenie ma sens, bo w taki sposób robią to dzieci. Dziecko uczy się właśnie w postaci takich „klocków wyrazów”.
    2. Z najpopularniejszych słów i zwrotów, tworzy się nam pewna lista. Powiedzmy, że są to:
    • such a great idea,
    • wonderful day,
    • bedraggled,

    I teraz warto wesprzeć się jakimś narzędziem, żeby zastanowić się czy aby na pewno wszystkie te słówka/zwroty są nam niezbędne do przetrwania już na początku nauki. Być może są zwroty ważne i bardzo ważne.

    Tutaj najważniejsze!

    Co zatem robimy? Wpisujemy je w Google, żeby sprawdzić ich popularność. Należy wpisać je w cudzysłowie, wtedy znajdziemy ich tzw. bezwzględne występowanie, bez żadnej odmiany i bez zmienionego szyku.

    Gdy wklepuję w Google: „such a great idea” wyszukiwarka pokazuje mi 22 miliony, dwieście tysięcy wyników (a właściwie wystąpień) – 22 200 000, natomiast „wonderful day” – 14 800 000, a „bedraggled” zaledwie 487 000.

    Gdyby nasza lista była dłuższa, były by tam słówka popularne i mniej popularne, a co to oznacza? Że znacznie częściej spotkasz się z: such a great idea, niż z bedraggled. Nadając tym słówkom tzw. wagi (np. 1, 2 i 3) zakładasz, że te najwyższej wagi musza być opanowane do perfekcji. Trzeba je wałkować na wszelkie sposoby, aż nie nauczysz się ich na 100%.Dopiero wtedy będzie można zacząć z tymi rzadszymi.

    Gdzie znaleźć słówka i zwroty? Chyba o tym nie trzeba wspominać. Mamy XXI wiek, Youtube, teksty na dowolny temat na blogach, forach i serwisach internetowych – materiałów znajdziesz aż nadto.

    Metody nauki słówek – wpajanie ich do głowy

    Mamy jakiś tam pomysł jak wyznaczyć sobie słówka „popularne i mniej popularne”, ale jak sprawić żeby zostały w naszej głowie na dobre.

    System przewiduje także to.

    Nie nauczysz się prawdziwego znaczenia słówka, póki nie zrozumiesz jak ono naprawdę działa. Sama znajomość danego wyrazu, nie gwarantuje, że potrafisz go używać.Załóżmy, że jesteś osobą początkująca i znajduje słówko „burn„, które słownik przetłumaczy Ci jako „palić”, a zatem it’s burning będzie znaczyło – to się pali.

    Jednak czy można powiedzieć „I burn cigarettes” chcąc powiedzieć, że palę papierosy? No nie, bo ktoś zrozumie nas, że bierzemy papierosy i wrzucamy je do ognia. W angielskim burn, to spalać coś lub coś co płonie. Zaś palenie papierosów to „smoke„, co z kolei znaczy „dym” / „dymić” (bo wiele rzeczowników, jest także czasownikami i przymiotnikami zarazem” – tak bywa.

    Jakby tego było mało, burn znaczy też „oparzyć się”, czyli I am burned znaczy „jestem poparzony / oparzony”.

    Widzisz na jednym przykładzie jak wiele można pomieszać? Do tego dochodzą idiomy,przysłowia, metafory, przenośnie. Jak się przed tym bronić?

    Grafika Google pokaże Ci znaczenie słówka

    W wielu przypadkach już samo wpisanie słówka w Google i pokazanie grafiki, objaśnia prawdziwe znaczenie słowa.  Sprawdź „burn„.

    Obrazki pomagają jeszcze bardziej skojarzyć sobie jakieś słówko. Prawdopodobnie znajdziesz tam wiele obrazków z napisem burn w płomieniach, to skojarzenie na pewno będzie mocno utrwalone. Jako ćwiczenie, wpisz te słówka (jeśli ich nie znasz) i spróbuj bez tłumaczenia zrozumieć co przedstawiają.

    tired,

    scared,

    tall,

    fast,

    Już po obrazkach, zobaczysz co to znaczy.

    Twórz zdania z słówkami

    Ustal sobie, że z każdym słówkiem czy zwrotem, ułożysz minimum 10 zdań. Im głupsze, tym lepiej, bo wtedy je łatwo zapamiętasz.

    Warto także sprawdzić jak dane słówko brzmi, żeby nie okazało się że uczysz się jakiejś wyimaginowanej w głowie wymowy, która brzmi całkiem inaczej, a to bardzo istotne. Google Translate służy pomocą. Jest także wiele darmowych syntezatorów, np. Ivona.

    Do tego możesz wpisać dany zwrot na Youtube i zobaczysz jak brzmi on w wymowie i w konkretnej sytuacji.

    Takie przećwiczenie słówek, gwarantuje, że już za pierwszym razem po wykonaniu tych wszystkich zadań, zapamiętasz zdecydowaną większość.

    Wyznacz sobie cele nauki słówek

    Na dziś to tyle w  kwestii uczenia się słówek. Spróbuj ustalić, że dziennie uczysz się jakiejś ilości słów i zwrotów, np. 5. To jest dość mało, ale miesięcznie wychodzi z nich 150, zaś rocznie około 1800. Gdyby zapamiętać z tego zaledwie 60%, to już daje Ci sumę pozwalającą na komunikowanie się. (Znając około 3000 słów / zwrotów, możesz w miarę swobodnie porozumiewać się w języku obcym).


     

    Reklama

    afirmacje językoweJeśli chcesz wspierać swoja naukę języka obcego, sprawdź afirmacje mp3 do nauki języków. To pozwoli Ci „zanurzyć się”

     


     

  • Emil Krebs, kto to, jak uczył się języków?

    Emil Krebs, kto to, jak uczył się języków? 4.33/5 (86.67%) 3 votes

    Emil KrebsNa początku myślałem, że Emil Krebs to postać wymyślona na potrzeby marketingu do sprzedaży metod nauki języków obcych, jednak zacząłem co nie co szukać i okazało się, że taki człowiek istniał naprawdę. Jak podaje Wikipedia, umiał posługiwać się prawie 70 językami – zobacz.

    Jak Emil Krebs opanował 70 języków?

    Starałem się zrozumieć w jaki sposób człowiek może opanować taką ilość języków i na myśl przychodzi mi odpowiedź w stylu: wielka pasja, ogromne poświęcenie i wprawa. Tak jest. Mózg zaczyna mieć wprawę jeśli uczy się nowych języków, bo to tak jak z każdą inną dziedziną życia. Najpierw samochodem jeździsz bardzo ostrożnie, mylą się biegi, za późno puszczasz sprzęgło, za wcześnie, przyzwyczajasz się do auta, a z czasem robisz to płynnie. Od tej pory wyrobienie sobie kolejnych kategorii jest łatwiejsze.

    W językach jest ten plus, że jedno słowo często występuje w kilku czy w kilkunastu językach lub jest bardzo podobne. Ucząc się języka włoskiego, możesz łatwo opanować hiszpański. Znając język rosyjski, opanujesz ukraiński, zaś ucząc się chińskiego, łatwiej przejdziesz do koreańskiego. I tak z czasem nauka nowego języka trwa krócej.

    Podstawy językowe – opanuj je

    Najważniejsze aby zacząć opanowywać podstawy językowe, czyli schematy budowy zdań, podstawowe zwroty i podstawowe słownictwo. Dlaczego to takie ważne?

    Załóżmy, że nie wiesz jak powiedzieć po angielsku „zegarek”, bo zdarzyło się zapomnieć to słowo. Co zrobisz? Będziesz starać się wytłumaczyć, że chodzi o urządzenie na ręku, które mierzy czas. W zależności od Twojego stopnia zaawansowania, użyjesz podstawowych słów takich jak: thing/device, hand/arm, time. Po tych kilku słowach, każdy skojarzy o co chodzi.

    Główna zasada nauki języków

    Wiele źródeł podaje, że Emil Krebs uczył się wielu języków w środowiskach naturalnych. Wiele podróżował i rozmawiał, rozmawiał, rozmawiał, następnie czytał, czytał, czytał. Jeśli nie możesz pozwolić sobie na podróż do kraju w którym używa się języka jakiego się uczysz, to spróbuj stworzyć sobie takie środowisko naturalne u siebie.

    • filmy w języku obcym,
    • portale umożliwiające wymianę językowa, czaty, grupy dyskusyjne, fora internetowe,
    • gazety, czasopisma, artykuły, książki,
    • To wszystko możesz sobie zorganizować.

    Tylko tyle i aż tyle naprawdę wystarczy. Na początku zaczynasz od podstawowych słów. Oglądasz te filmiki na YT i wyłapujesz co 10 a może co 20 słowo. Jedno bardziej utkwi ci w pamięci, przetłumaczysz je, zbudujesz z nim pierwsze zdania. Za miesiąc będziesz w stanie zrozumieć już co 5 słowo i kilka zwrotów. Jeśli masz ten komfort aby z kimś porozmawiać, to ta osoba wyjaśni Ci wszystko. Możesz też zapytać na forach internetowych – w internecie jest odpowiedź na 99% pytań, które Cię gnębią 🙂

    Nie bądź Japończykiem

    I UWAGA! Nie staraj się nie popełniać błędów. Podobno Japończycy wstydzą się popełniać błędów, dlatego niechętnie rozmawiają w obcych językach. Bądź jak małe dziecko, które popełnia błędy i za bardzo się tym ni przejmuje. Jeśli zaczniesz od uczenia się gramatyki, to prawdopodobnie polegniesz na pierwszej lekcji. Znając całą gramatykę lecz nie znając słów, nie jesteś w stanie się dogadać, zaś znając zaledwie 1000 słów i zero gramatyki, już możesz coś powiedzieć. Ciekawe, prawda?

    Czy Emil Krebs był utalentowany w kwestii nauki języków obcych?

    Zapewne miał duży talent, ale każdy kto umie coś ponadprzeciętnie, powie Ci że talent to zaledwie 10% sukcesu. Pozostałe 90%, to ciężka praca, systematyczność, szukanie rozwiązań. Każdy może się nauczyć śpiewać (to umiejętność bardzo techniczna), każdy może się nauczyć grać na fortepianie, aż w końcu niezależnie od wzrostu, każdy może zostać koszykarzem (w NBA bywali koszykarze z 160 cm wzrostu). To samo jest z językami.

    Dowodem jest to, że umiesz jeden z najtrudniejszych języków obcych i posługujesz się nim na tyle dobrze, że dochodzisz do tego momentu.

    Co trzeba aby uczyć się języków tak jak Emil Krebs?

    Potrzebny Ci jest jakiś system, ale najlepiej taki wypracowany przez siebie.

    1. Nauka słówek (dobre są do tego fiszki, które możesz samodzielnie przygotować. Na jednej stornie kartki zapisujesz słówko obce, a na drugiej słówko po polsku).
    2. Czytanie dużej ilości materiałów. Teksty dla początkujących znajdziesz w internecie.
    3. Słuchanie języka. Widzisz tekst? Zobacz jak go wypowiedzieć (używając translatora Google, syntezatorów mowy, sprawdź filmiki na YT jak używać tego słówka czy zwrotu),
    4. Rozmowa z native speakerami. Poszukaj ich w internecie, w twoim mieście (często organizowane są różne grupy językowe itp., zajęcia),

    Produkty wspomagające do nauki języków obcych

    Afirmacje językoweJeśli można coś polecić, to z całą pewnością afirmacje do nauki języków. Na czym polegają afirmacje mp3? Otóż one same w sobie nie uczą Cię języka, a jedynie mobilizują do nauki. Mają za zadanie stworzyć w Twojej głowie zjawisko totalnej immersji czyli stanu w którym całym sobą koncentrujesz się na danym języku.

    Jest to porównywalne do uczenia się języka w środowisku obcojęzycznym, co bardzo przyśpiesza efekty. Po roku, jesteś w stanie używać danego języka w stopniu komunikatywnym.

    Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat afirmacji językowych, to koniecznie sprawdź tę prezentację – kliknij w miniaturkę obok.

    Jeśli Emil Krebs był geniuszem i władał kilkudziesięcioma językami, to z całą pewnością „normalny” człowiek może nauczyć się 2 – 3, bez większych trudności.

    Powodzenia.

  • Metoda na zapamiętywanie liczb i ciągów znaków – mnemotechnika.

    Metoda na zapamiętywanie liczb i ciągów znaków – mnemotechnika. 4.67/5 (93.33%) 3 votes

    Czy wiesz czym są mnemotechniki? To w skrócie techniki szybkiego zapamiętywania i łatwego odtwarzania sobie materiału. Dzięki nim, możesz znacznie przyśpieszyć i ułatwić uczenie się, ale także sprawić, żeby informacje których się uczysz, były łatwe w przypomnieniu.

    Oto prosta mnemotechnika na zapamiętywanie liczb. Wypróbuj ją.

    1. Metoda zapamiętywania liczb

    Idealne do numerów telefonów, kont bankowych, numerów pesel itd. Polega ona na tym, aby zamienić cyfry na literki na podstawie pierwszych liter cyfry. Czyli 1 – j, 2 – dw, 3 – t, 4 – c itd.

    Mając ciąg cyfr 23546 – wychodzi dw,t,p,c,s, teraz na podstawie tych literek tworzysz jakąś historię albo hasło, które łatwo się zapamięta. Im głupsze i dziwne, tym lepiej – Dwa tory pociągowe często syczą.

    Wyobrażasz sobie te sytuację? Teraz tylko wystarczą historyjkę zamienić ponownie w cyferki i mamy zapamiętany ciąg znaków. Spróbuj z numerem kont.

    Jeśli podobają Ci się takie metody nauki, to sprawdź też inne mnemotechniki w tym nagraniu.

    A zatem – powodzenia w szybkim uczeniu się i łatwym zapamiętywaniu.

  • Najlepsze miejsce do medytacji

    gdzie medytować
    Najlepsze miejsce do medytacji 4.50/5 (90.00%) 4 votes

    gdzie medytowaćLudzie często pytają o najlepsze miejsca do medytacji. Na forach są prowadzone burzliwe dyskusje, podawane są najróżniejsze propozycje i rozwiązania.

    Spokojne miejsce do medytacji

    Czy miejsce do medytacji powinno być spokojne? Czy musi to być pokój odcięty od świata i czynników zewnętrznych? Nie.

    Nie powinien to być raczej plac budowy, ale nie musi to być także świątynia. Nie warto wchodzić w skrajności i nastawiać się z góry, że każdy szmer, szczeknięcie psa, świst wiatru itd., będzie nas rozpraszać. W medytacji musimy akceptować to co do nas dociera, a nie na siłę odcinać się od rzeczywistości.

    O co chodzi w medytacji?

    Tak jak powyżej – w medytacji nie należy odcinać się od wszystkiego i nie myśleć o niczym. W medytacji należy odbierać naszą czasoprzestrzeń, wszystkie bodźce, które do nas docierają, nie starać się panować nad myślami, pozwalać im płynąć. To nasza skrócona wersja, ale szkół medytacji jest cała masa.

    Gdzie najlepiej medytować?

    Na dobrą sprawę może to być prawie każde miejsce. Zarówno pokój, kuchnia, salon, a nawet ubikacja… Czy musi być do tego jakaś pozycja specjalna? Nie koniecznie. Nie warto leżeć, bo leżenie kojarzy się ze spaniem. Dla początkujących chyba najlepsza będzie pozycja siedząca w fotelu. Warto ćwiczyć pozycję kwiatu lotosu, bo jest to specyficzna pozycja, która z czasem da nam wiele przyjemności.

    Jeśli masz jakieś ciekawe spostrzeżenia co do miejsca w którym najlepiej medytować, to koniecznie się z nami podziel w komentarzu. A Twoim zdaniem jakie jest najlepsze miejsce do medytacji?

  • Niesamowicie skuteczny sposób na naukę angielskiego – zanurzenie

    sposób na naukę angielskiego
    Niesamowicie skuteczny sposób na naukę angielskiego – zanurzenie 4.17/5 (83.33%) 6 votes

    sposób na naukę angielskiegoWłaściwie tytuł wprowadza w mały błąd, gdyż technika zanurzenia jest dobra do nauki języka angielskiego, niemieckiego, chińskiego, arabskiego i każdego innego.

    Ostatnio w Galileo pokazywali Polaka, który mieszka w Niemczech i posługuje się 30 językami obcymi. To jakiś totalny rekord. Nie pamiętam jego nazwiska (może ktoś podpowie w komentarzu).

    Gdy się tak przyglądałem temu człowiekowi i temu o czym mówił, to można było wywnioskować jedno – on przy nauce języka po prostu się w niego totalnie zanurza.

    Totalna immersja w języku

    Zdarzyło się tutaj już pisać o totalnej immersji, ale pojawiły się odzewy, że się nie da. Ludzie nie są w stanie odciąć się od swojego języka ojczystego na minimum 30 dni, żeby całkiem zagłębić się w język obcy. Ok, jest to zrozumiałe, być może nie każdy ma ten komfort, żeby poświęcić wszystko i od tej chwili używać tylko języka, którego się uczy.

    Ale… Spróbuj zatem wygospodarować 3 godziny dziennie, 2, a może chociaż jedną, na totalne przełączenie się na język obcy. Niech Twoja podświadomość nakierowuje Cię na język obcy:

    1. Jeśli masz pół godziny wolnego czasu, włącz na YT jakiś wywiad, serial czy poradnik w języku obcym (jeśli uczysz się angielskiego, to niech to będzie coś po angielsku).
    2. Jeśli udało Ci się poznać na Facebooku czy w innym miejscu obcokrajowców, rozmawiaj z nimi w języku obcym. Kalecz, niech się z Ciebie śmieją, niech Cię poprawiają, ale gadaj, gadaj, gadaj. Gestykuluj – niech słownik będzie ostatecznością. Wyobraź sobie, że trafiasz do tego państwa obcego i jedyne co masz, to to co pozostało w głowie.
    3. Jeśli musisz znaleźć coś do szkoły czy pracy, to szukaj w internecie w języku którego się uczysz. Tłumaczenie może zająć Ci godzinę lub dwie, ale to Twoje dwie godziny lekcji! Zagadnienia których nie rozumiesz z pewnością dadzą się wyjaśnić – także w internecie lub pytając znajomych z za granicy.
    4. Szukaj for językowych, portali z wymianą językową, nauczycieli którzy chcą uczyć za darmo. Jest ich naprawdę dużo, a jeśli chodzi o naukę angielskiego, to jest ich MASA!
    5. Uzależnij się, zobowiąż się do czegoś, zapisz się gdzieś (np. na jakieś warsztaty lub prowadź bloga), aby zmuszać się do regularnej pracy. Niech to coś stale przypomina Ci o nauce języka.

      To jest kwestia motywacji

    Mam nadzieję, że te 5 zasad, pomoże Ci wczuć się w totalną immersję i zanurzyć w języku przynajmniej w ogromnym stopniu. Nauczenie się języka obcego z totalną immersją to kwestia kilku miesięcy. Nie ma ludzi zdolnych czy mniej zdolnych, są tylko lepiej lub gorzej zmotywowani.

    Wiem, że czasem może tej motywacji nie być, czasem jej brakuje, czasem po prostu idziemy na łatwiznę. W tym celu zachęcam po raz wtóry to zapoznania się z afirmacjami językowymi. One mają na celu uzależnić nad od języka, a dalsze techniki, metody i sposoby, to już kwestia wyboru.

    Powodzenia w nauce angielskiego, niemieckiego, chińskiego i każdego innego języka.

  • Jak rzucić palenie z hipnozą?

    Jak rzucić palenie z hipnozą? 4.56/5 (91.11%) 9 votes

    Czym jest nałóg palenia? W 90% ten nałóg dotyczy Twojej psychiki, a nie uzależnienia organizmu.

    Dlaczego niektórzy ludzie potrafią rzucić palenie z dnia na dzień, a wcześniej palili przez 10, 20 czy 30 lat? Czy są super ludźmi? Oczywiście, że nie. Oni po prostu otrzymali odpowiednią sugestię, która trafiła bardzo głęboko do ich podświadomości.

    Czasem sami stworzyli sobie tę sugestię, czasem ktoś inny im ją podsunął, być może była to kwestia zdrowia, a być może pieniędzy.

    Być może te osoby są bardziej podatne na sugestie, być może dana sytuacja czy moment wyzwolił w nich taką podatność – można gdybać, jednak warto przejść do konkretów.

    Jak hipnoza działa na palenie?

    Hipnoza w przypadku rzucania palenia jest właśnie tym, co ma podać Ci odpowiednie sugestie mające na celu rzucenie palenia. Jest jeden wielki plus, który sprawia, że hipnoza jest tak skuteczna, a chodzi o stan w jakim podawane są sugestie.

    Jest to oczywiście trans. Spokojnie – na słowo trans wielu ludzi się wzdryga: „pewnie będą grzebać mi w głowie”… Nic bardziej mylnego. Trans jest niczym innym jak odmiennym stanem świadomości. Mało tego – doświadczasz go praktycznie codziennie.

    Kiedy?

    Na przykład jak się zamyślisz i wracasz wspomnieniami do jakiejś sytuacji. Nagle zaczynasz się śmiać, nagle czujesz jakiś zapach z przeszłości, smak, a może nawet konkretne odczucie na skórze? Towarzyszą temu emocje, może to coś powoduje, że nagle czujesz się przyjemnie?

    A przecież nie jesteś w tej chwili i w tym momencie realnie we wspomnianej sytuacji?

    Dlaczego z hipnozą rzucisz palenie?

    Trans można pogłębić, można go wydłużyć i wykorzystać na podawanie sugestii, bo własnie wtedy są one najskuteczniejsze. A dlaczego? Ponieważ nie działa na nie cenzor. Jeśli teraz powiesz sobie, że palenie jest szkodliwe, to co się stanie? Posikasz się ze strachu? Zapewne nie. Zaraz pojawiają się dziesiątki argumentów dlaczego warto palić.

    W transie taka sugestia trafia głęboko do podświadomości, bo świadomość się nie broni. Znikają schematy i nawyki, a to gwarantuje skuteczność sugestii hipnotycznej.

    Podobnie jest ze snami. Dlaczego w śnie odczuwasz emocje, choć są tak irracjonalne? Latanie sprawia przyjemność, a ucieczka przed złym potworem powoduje ciarki na plecach. To irracjonalne, ale odczuwasz to, gdyż umysł świadomy się nie broni (latanie jest możliwe i potwory istnieją).

    Wykorzystaj trans na swoją korzyść i przetestuj nagranie hipnotyczne na rzucanie palenia

    Niektórzy już po jednorazowym odsłuchaniu, na trwale rzucili palenie. Producent zapewnia skuteczność i daje 14 dni na przetestowanie produktu. Jeśli w tym czasie nagranie hipnotyczne nie pomoże, to otrzymasz zwrot pieniędzy.

    To chyba uczciwa propozycja dla każdego palacza?